103. Kawa i ptasi śpiew na dobry dzień

Tego samego dnia, co wręczaliśmy tę kartkę (oprócz niej było w komplecie jeszcze kilka rzeczy) pierwszy raz uczestniczyłam w kursie z Olgą Bielską dotyczących exploding boxa. Pamiętam, że przez cały czas byłam taka dumna ze wszystkich drobiazgów, które trzymałam w torbie pod stołem, że z robotą pędziłam jak szalona. Dzisiaj jednak pokażę Ci efekt mojej pracy w domu.

Przede wszystkim jak tylko zobaczyłam kolekcję Mintay Papers „dear diary” zakochałam się w niej niemal po uszy. Fantastyczne papiery w stylu vintage, z elementami do wycinania w sam raz wpisującymi się w retro. Odcienie brązu, rdza, postarzanie, ach… mogłabym sobie tu wzdychać i wzdychać. Za każdym razem trudno mi ciąć papiery, które są tak cudne, że nie można się na nie napatrzeć.

Zrobiłam jednak ten odważny krok i wykorzystałam tę kolekcję do małego szaleństwa. Ano małego dlatego, że kartka ma format dosyć standardowego zdjęcia, czyli 10×15 [cm]. Niestandardowy jest jednak format pierwszej strony, która jest częściowo wycięta.

Okładkę zdobi warstwowa kompozycja stworzona głównie z elementów do wycinania w tej kolekcji. Dodałam jednak pod spod dwa tagi wycięte z jednej z kolekcji Piątku Trzynastego, papierową cienką serwetkę, tuszowaną gazę czy też samoprzylepne kropki. Oczywiście żeby tez nikomu nie umknęło dla kogo to jest, na wierzchu umieściłam zwykłą biała papierowa wstążkę z nadrukowanym napisem.

Środek kartki również okleiłam, życzenia przykleiłam w ten sposób, aby niewidoczne były przy zamkniętej kartce. Dzięki temu tworzy się tak estetyczna ramka ze wzorem, który stanowi również element okładki.

Nie będę Ci mówić, że jestem zadowolona z tej pracy, bo jestem wręcz zachwycona. I mimo że wiem, co mogłabym jeszcze poprawić, każda następna kartka, pudełko, album, sprawia mi mnóstwo przyjemności.

A teraz uwaga spoiler! Jutro pokażę Ci co dołączyłam do kompletu, jednak okazją nie był dzień babci, a urodziny. I będzie to… pierwszy czekoladownik jaki robiłam.