96. Motki, druty, modelina – prezent dla rękodzielniczki

Nowy Rok na blogu zaczynam z nieślubnym i nieświątecznym wpisem. Post jest również o tym, dlaczego lubię podejmować się takich wyzwań.

W zeszłym roku (chyba wszystkie najbliższe publikowane projekty będą zeszłoroczne, ale co zrobić, że ten stary zdążył już się skończyć?) dla tego zlecenie pojechałam jeden dzień później na urlop. Chociaż w sumie tamten dzień sam w sobie był urlopem, bo pracować mogłam w biały dzień.

Do pełnej realizacji tego, co powstało ostatecznie potrzebowałam jednej rzeczy, w zasadzie dwóch: dwóch kłębków włóczki i kilku wydzierganych już rzędów. Niby banał, ale praktycznie nigdy nie nauczyłam się na drutach robić nic poza prawymi albo lewymi oczkami (już nawet nie pamiętam, bo to wszystko miało miejsce jakieś 12 lat temu). Internet jest jednak skarbnicą wiedzy i dzięki kilku krótkich tutoriali udało się!

Uwielbiam uczyć się nowych rzeczy. I wiesz co? Właśnie dlatego podejmuję wyzwania! Czy to nie powinno być właśnie tak? To wyzwania nas rozwijają, to dzięki nim stajemy się lepsi, sprawniejsi, bardziej wszechstronni. Każde kolejne podjęte wyzwanie czegoś nas uczy, sprawdza nasze możliwości. Ale jest jeszcze jedna ważna kwestia w podejmowaniu kolejnych coraz trudniejszych dla nas rzeczy.

Bardzo często, jeśli kolejne wzgórze jest wyżej niż poprzednie, sprawdzamy naszą determinację i pewność siebie. Bo co jak co, ale to jest, przynajmniej mi, bardzo, ale to bardzo potrzebne do samorozwoju.

Być może to takie chwilowe natchnienie związane z początkiem 2019-ego roku, ale powiem Ci, że biorąc pod uwagę cały mój papierogród, ta pozytywna determinacja towarzyszy mi w zasadzie przez cały rok. I może są dni, kiedy motywacji mi odrobinę ubywa, ale to nic! Ważne by szło to wszystko do przodu.

A zatem idzie.

Tym razem exploding box z okazji 50-tych urodzin wykonałam dla jubilatki, która również pasjonuje się rękodziełem. Zrobiłam go na bazie od Crafty Moly. Wykorzystałam papiery z bloczku 15×15 od Mintay Papers z kolekcji Birdsong oraz papiery od Studio75 z kolekcji Aleja Róż.

Wieczko ozdobiłam kilkoma papierowymi serwetkami, na wierzchu których umieściłam stempel od I love digi otoczony kwiatami od Wild Orchid Crafts. Dodatkowo brzegi wieczka okleiłam taśmą do sutaszu.

Wewnątrz box jest również delikatny tak jak na wieczku. Na jednym ze skrzydełek także znalazł się stempel od I love digi, a na pozostałych życzenia, cytat i kartka z kalendarza. Wszystkie skrzydełka umieściłam w jednym kierunku, tak, by nie było trzeba obracać boxem. A na środku…

Tak, nauczyłam się tych jednych oczek z powrotem, choć trochę mi to zajęło, by oczka były równe. Przez jakiś czas też szukałam odpowiednich kolorów, aż wreszcie ten jasny upolowałam w moim ulubionym ciucholandzie, a w niebieski wyposażyła mnie moja szwagierka (Ola, dziękuję 😘).

Wreszcie powstały z grubszej muliny dwa kłębki jasne i jeden malutki niebieski, który stanowi całość z wydzierganym fragmentem. Cały ten „sweter” znajduje się w dalszym ciągu na drucie, który wykonałam z modeliny. Pod sweterkiem leży drugi drut, a kolejną parę wbiłam w jeden z jasnych kłębków. Dookoła włóczek dodałam kilka kwiatków, a przed całą kompozycją przykleiłam wstęgę z urodzinowym napisem.

Box mine urzekł i przyznam, że wcale nie chciałam go oddawać. Mam nadzieję, że jubilatce bardzo się spodobał.